REJS MORSKI 2024 – ADRIATYK - CENTRALNA DALMACJA

+ WYCIECZKI TOWARZYSZĄCE

 

    W ostatni piątek września 2024r wyruszyliśmy na kolejny rejs morski po Adriatyku. W tym roku w składzie 11 osobowym, czyli maksymalnym dopuszczonym przez Armatora jednostki. Po raz drugi w naszym rejsie wzięła udział jedna kobieta – Magdalena. Tradycyjnie już podróż lądową spędziliśmy w małym autobusie, tym razem w nowym nabytku floty Manifold sp. z o.o, Mercedesie Sprinterze rocznik 2024.

    Z głównej trasy odbiliśmy już w Jabłonce i skierowaliśmy się do miejscowości Namestów na Słowacji. Jest to jedno z niewielu miast, które zlokalizowane jest nad jeziorem, a ściślej nad największym sztucznym zbiornikiem wodnym na Słowacji – jeziorem Orawskim. Zbiornik powstał na przełomie lat 40-50 XX wieku. Jest dwa razy większy od jeziora Tałty, średnia głębokość to ok.15m, a przy dobrej pogodzie jest widoczne z Babiej Góry.

    Dalsza piątkowa podróż odbyła się zgodnie z planem. Zaskoczeniem swego rodzaju był brak kontroli na granicy Słowacko-węgierskiej. Niby oczywiste, bo to dalej strefa Schengen, ale w ostatnich latach natykaliśmy się na kontrole. Na nocleg zatrzymaliśmy się tuż przy granicy węgiersko-chorwackiej w miejscowości Nagykanizsa, blisko autostrady M7. A potem pierwszy wspólny wieczór.

    Sobotni poranek rozpoczęliśmy na terenie Chorwacji od poszukiwań piekarni (pekary), w której mogliśmy nabyć burki – placki z mięsem lub serem. Finalnie potrzebowaliśmy aż 3 piekarni, aby obsłużyć naszą grupę, ale poszło to dość sprawnie. Później przejazd autostradowy do miejscowości Sveti Rok, a dalej drogami zwykłymi przez Gracac, Knin i Drnis w kierunku Rogoznicy. Po drodze klasyczne piękne chorwackie krajobrazy i lokalnie bardzo kręte drogi.

    Na chwilę zatrzymaliśmy się w miejscowości Knin, aby podziwiać zamek „wykuty w skale”. Początki Twierdzy Knin datowane są na IX wiek, a rozbudowy i przebudowy trwały aż do XVIII wieku. Jest to druga co do wielkości twierdza w Chorwacji. W okresie wojny jugosłowiańskiej, od 1990r Knin był nieformalną stolicą Republiki Krajiny Serbskiej. Z miasta i gminy Knin wydalono wówczas blisko 94% Chorwatów. Dopiero w 1995r podczas „operacji Storm” miasto zostało wyzwolone. Od tego czasu 05 sierpnia jest Dniem Zwycięstwa hucznie obchodzonym w tym mieście.

    Kolejne miasteczko to  Drnis reklamuje się jako miasto „wędzonej szynki”. To małe miasteczko, w kotlinie rzeki Cikola, z ruinami XVI wiecznej fortecy, rozebranej w XX wieku do budowy lokalnych budynków.  

    Rzeka Cikola rzeźbi niestrudzenie brzegi, płynąc w kierunku Visovackiego jeziora na terenie Parku Narodowego Krka. Efekty zmagań rzeki i gór widać w przepięknym kanionie niedaleko m. Drnis, jadąc w kierunku punktu widokowego Visovac z panoramą jeziora i klasztoru na wyspie.

    Kolejnym  punktem sobotniej wycieczki był czołg - pomnik z lat wojny jugosłowiańskiej, a później widok na miejscowość Primosten. Potem zakupy uzupełniające i o 19,00 zameldowaliśmy się w Marinie Frapa w Rogoznicy. Sprawnie odebraliśmy jacht – Bavaria 50 Cruiser i kolację spędzilismy już na wodzie.

    W niedzielę zapowiadane były trudne warunki i po Mszy św. wypłynęliśmy na silniku do pobliskiej zatoki Rogoznica, pod drugiej stronie wyspy Kopara, która została połączona z lądem stałą groblą w 1912r. Tutaj po sprawdzeniu żagli i krótkim szkoleniu z zakresu bezpieczeństwa na morzu okazało się , że mamy problem z akumulatorami. Po konsultacji telefonicznej z Armatorem wróciliśmy do mariny i czekaliśmy na naprawę. Wieczór spędziliśmy na wyspie Kopara w urokliwej restauracji Dida.

    W poniedziałkowy ranek okazało się, że główny wskaźnik prądowy jest uszkodzony i po sprawdzeniu stanu akumulatorów zostaliśmy zapewnieni, że to wskaźnik był zepsuty, natomiast akumulatory są sprawne i gotowe do wielogodzinnej żeglugi. Dodatkowo zostaliśmy wyposażeni w dodatkowy miernik i poinstruowani, gdzie i co sprawdzać w razie potrzeby. Przed południem byliśmy w końcu na morzu. Był korzystny wiatr północny i po postawieniu żagli dość szybko płynęliśmy w kierunku wyspy Hvar. Nocleg spędziliśmy na kotwicy w sąsiedniej zatoce od zatoki Utarsce przy wyspie Świętego Klemensa na południowy zachód od wyspy Hvar.

    We wtorek zmiana pogody i przy niemal zerowym wietrze sunęliśmy powoli w kierunku wyspy Korcula. Po całodziennym pływaniu zatrzymaliśmy się w Marinie Korkya w miejscowości Vela Luka na wyspie Korcula. Jest to nowa marina w trakcie budowy, z dość surowym wyposażeniem i bardzo wysokimi pirsami. Wieczór jak zwykle spędziliśmy w restauracji – tym razem w klimatycznej konobie Lucica serwującej grilowane potrawy.

    W środę wspaniałe warunki i pełna przyjemność pod żaglami. Wiatr południowy 3-6 B, a my halsowaliśmy pomiędzy wyspami Korculą i Hvar. Nocleg planowaliśmy przy półwyspie Peljesac w pobliżu wyspy Divna. Niestety prognozy pogody znów się nie sprawdzały i wiatr zamiast słabnąc na noc zaczął się wzmagać. Około północy wiatr osiągał 30 węzłów czyli ok 7 B i kotwica nie była w stanie utrzymać jachtu. Zdecydowaliśmy o wycofaniu się do najbliższej bezpiecznej zatoki przy tym kierunku wiatru – do zatoki w pobliżu miasteczka Loviste. Na silniku przy falującym morzu i w pełnych ciemnościach dopłynęliśmy ok. 03,00 na kotwicowisko.

W czwartek prognozy były niepokojące, gdyż miało wiać 4-7B między wyspami , a na otwartym morzu 5-8, zaś w godzinach wieczorno-nocnych na całym obszarze strefy Splitu i wysp Brac i Solta zapowiadano burze. Ok. 09,30 zeszliśmy z kotwicy i obraliśmy kierunek północno-zachodni w kierunku cypelka Sucuraj na wyspie Hvar. Ze względu na prognozowane wiatry postawiliśmy foka, ale szybko okazało się, że wiatr zamiast tężeć słabnie i po minięciu cypelka wyspy Hvar postawiliśmy wszystkie żagle i kursami pełnymi płynęliśmy wzdłuż Riwiery Makarskiej. Około południa zaczął padać drobny deszczyk, a dopiero wczesnym popołudniem wiatr zaczął nieco nabierać mocy. Płynąc wzdłuż Riwiery Makarskiej najbardziej korzystnym w tych warunkach okazał się klasyczny fordewind („na motyla”) i takim kursem niepokojeni przez nieliczne jednostki płynęliśmy w kierunku Splitu. Jako bezpieczne miejsce wybraliśmy – zgodnie z zapisami locji – małą zatokę Stomorska z niewielkim portem na wyspie Solta. Można tu zacumować przy kei tylko 7-8 jachtów, reszta mogła stać na kotwicy. Miejsc do zacumowania już nie było i zakotwiczyliśmy przed zmrokiem. W nocy widać było błyskawice w okolicy, lecz dla nas efektem burzy była zmiana kierunku wiatru o 180 stopni. Na szczęście oprócz nas i drugiej jednostki nie było innych jachtów na kotwicy zatem bezpiecznie dotrwaliśmy do poranka. A potem wyjście na morze i chwila przyjemnego pływania w nowych warunkach wiatrowych. Niestety wiatr szybko osłabł i pozostała jedynie fala z kierunku północnego. Zrzuciliśmy żagle i na silniku pod fale popłynęliśmy do macierzystej mariny, aby zatankować paliwo. Później wypłynęliśmy jeszcze na krótkie pływanie, ale wiatr całkiem osłabł i zgodnie z planem ok. 17,00 zacumowaliśmy w marinie. A wieczorem, wieczór kapitański znów w konobie Dida.

    W sobotni poranek opuściliśmy Rogoznicę i podczas podróży powrotnej odwiedziliśmy na chwilę starówkę w Primosten. Następnie zgodnie z planem dojechaliśmy do Plitvickich Jezior, aby podziwiać uroki jezior krasowych i ich wodospady. Wieczorem zameldowaliśmy się na noclegu w pobliżu Zagrzebia.

    Niedzielę rozpoczęliśmy od Mszy św. a po śniadaniu wyruszyliśmy na północny kraniec Węgier. Tutaj odwiedziliśmy miejscowość Sátoraljaújhely znaną z filmu „C.K. Dezerterzy” i zatrzymaliśmy się na nocleg w pobliskim Füzérradványi, na terenie pałacu grafa Karolyi. Wspaniała posiadłość z XVI wieku, kilkakrotnie przebudowa, ze wspaniałym ogrodem o powierzchni ponad 100ha, który obecnie stanowi państwowy rezerwat przyrody.

    W poniedziałkowy poranek skorzystaliśmy z możliwości i oglądnęliśmy drobny fragment wspaniałych okazów ogrodu płacowego, a już w południe zwiedzaliśmy Koszyce - z najpiękniejszą starówką miejską Słowacji. Po zwiedzaniu skosztowaliśmy (oczywiście) słowackie knedliki w jednej z lokalnych małych restauracji. Potem sprawdzenie lokalnych trunków i w drogę do domu. Przed Popradem rzut oka na Tatry Wysokie, piękne, majestatyczne od strony południowej, a potem nową S7 od Nowego Targu dojechaliśmy przed wieczorem do Krakowa.

    Wyjazd jak zwykle wspaniały, obfitujący w wiele atrakcji, ciekawych miejsc. Na morzu kolejne cudowne chwile i nowe doświadczenia. Bezsprzecznie ten wyjazd pokazał, że sprawny jacht jest bardzo ważny do bezpiecznej żeglugi. Że dobry ster strumieniowy jest istotny do manewrów przy dużym jachcie morskim. I po raz kolejny ten rejs pokazał, że zgrana załoga, chętna do pracy wachtowej i współpracująca w ramach wyznaczonych zadań jest kluczem do bezpiecznego i przyjemnego spędzenia czasu na morzu.

Czyli czas planować nowy rejs ….

Wojciech Michno

Komandor Rejsu

Oglądnij zdjęcia – kliknij obrazek

Adriatyk 2024 cz. 1

 

Adriatyk 2024 cz. 2